Dom Dziecka Paulinka

"Paulinka"! Ach ta "Paulinka".

Przyjeżdżałam do "Paulinki" w ferie zimowe i w wakacje by zastąpić siostry na czas urlopu czy rekolekcji. Przyglądałam się tej pracy z bliska i myślałam sobie, że na dłuższą metę nie dałabym rady. Wszędzie głośno, pełno dzieci, większych, mniejszych i całkiem małych. To się kłócą, przepraszają, godzą. Tu telefon z sądu, to policja przywiozła "uciekinierkę". Pani Kurator chce rozmawiać z podopiecznymi, Pani Psycholog szuka spokojnego miejsca. Wolontariusze chcą się pobawić z małymi, poszaleć z większymi dziewczętami. Myślałam wówczas: "ale młyn", to nie dla mnie taka praca. Wolę katechezę w swojej 7-ce i 4-ce w Białej Podlaskiej, gdzie uczyłam przez ostatnich 13 lat.
Tymczasem w uroczystość Najczystszego Serca Najświętszej Maryi Panny Matka Generalna proponuje mi, już nie zastępstwo, ale pracę w Domu Dziecka.
O Boże, pomyślałam sobie, pożegnać się z katechezą, z dziećmi, z bardzo życzliwym mi Gronem Pedagogicznym, to będzie bardzo trudne.
I wiadomo, nie było to takie proste. Ale cóż, kiedyś tam ślubowałam, między innymi posłuszeństwo i trzeba było przyjechać do Włocławka, do "Paulinki".
Ach ta "Paulinka".
To nie szkoła, gdzie się przeprowadzi cztery, pięć czy sześć lekcji i wraca do domu, gdzie jest cisza, spokój, porządek. Tu się nie pracuje, tu się poprostu jest 24 godziny na dobę. Razem z dziewczętami tworzymy jedną rodzinę. W rodzinie, jak w rodzinie, jest różnie, raz lepiej innym razem gorzej, są radości i sukcesy, ale smutki i porażki też.
Początkowo było mi bardzo trudno. Tęskniłam za "swoimi" dziećmi, te nie były moje. Jeden dzień był jak tydzień, a tydzień jak miesiąc. Z każdym dniem jednak Dom Dziecka stawał się moim domem. Pokochałam "Paulinkę" taką jaką jest.
Jestem wychowawczynią najmłodszej grupy dziewcząt, ale wszystkie dziewczęta są mi bliskie. Ich radości i sukcesy są moimi, ale ich porażki, smutki i tragedie również. Kocham tę posługę, bo to nie jest praca. Kocham też każdą "Paulinkę" tę grzeczną, miłą, ale i tę mniej grzeczną, mało miłą. Modlę się z nimi i za nie, pragnę dla każdej dobra i szczęścia a słowa O. Honorata: "co za pociecha myśleć, że w każdym dziecku, które bierzecie pod opiekę przyjmujecie samego JEZUSA" rozumiem lepiej niż wtedy, gdy katechizowałam. Pewnie nie jestem aniołem, popełniam wiele błędów, ale pragnę z całego serca być narzędziem pokoju w "Paulince", siać miłość, radość, nadzieję. (s. Zenobia - wychowawczyni)