Dom Dziecka Paulinka

Moje przeżycia i spostrzeżenia związane z Domem Dziecka

Byłam świadkiem starania się o pozwolenie na prowadzenie Domu Dziecka i organizowanie go przez s. Stanisławę Rogulską. W dość krótkim czasie uzyskano pozwolenie i zaczęto przygotowania, na razie w skromnych warunkach, pod nazwą „Paulinka”. W sierpniu 1999 r. przywieziono nam 3 dziewczynki z Pogotowia Opiekuńczego w Brzeziu. a kilka miesięcy później jeszcze dwie. Były to dziewczynki w wieku 4 – 7 lat, wśród nich jedna była z padaczką a druga nie chodząca i nie mówiąca. Wymagały ciągłej opieki i uwagi, ale cieszyłyśmy się, że rosną, rozwijają się, przyswajają sobie wskazania wychowawcze i napełniają dom radością, śpiewem. Atmosfera była rodzinna. Kiedy wybudowano dom na większą liczbę wychowanek przydzielano nam kolejne dziewczęta, ale już starsze. Można powiedzieć wychowane i ukierunkowane w niewłaściwych kierunkach. Teraz praca dla wychowawców trudniejsza: ciężkie zranienia dziewcząt, żal że są w domu dziecka, cierpią, że nie są kochane, niepotrzebne nikomu i trudno się temu dziwić a im uwierzyć, że ktoś je kocha, że chce ich dobra. Potrafią być serdeczne i wdzięczne, czego osobiście doświadczam, ale ta rana sieroctwa, najczęściej za życia rodziców, przeważa i znów bunt i niezadowolenie. Z domem dziecka spotkałam się po raz wtóry. W latach powojennych, jako 17-letnia dziewczyna pracowałam w domu dziecka w Skórcu k. Siedlec, jako pomoc wychowawcza. Potem często wspominałam bardzo mile ten czas pracy przy dzieciach, ale to wielka różnica. Tam były dzieci z rodzin normalnych-rozproszonych, to była praca łatwiejsza, a dziś z rodzin rozbitych, zaniedbujących wychowanie dzieci. Cieszę się i dziękuję Bogu, że mimo starszego wieku, mogę pracować i spełniać najpotrzebniejsze posługi, które pełni każda mama: dbać o czystość i całość ich garderoby a przy tym mieć z nimi kontakt. Współczuję ich problemom, ale zranieniom jakie przeżywają, nikt nie jest w stanie zaradzić. Kocham je wszystkie jednakowo, bo nie są kochane i potrzebują miłości, ale interesuje się szczególnie tymi upośledzonymi – niepełnosprawnymi, które nie dadzą sobie rady w życiu, a już teraz odczuwają, że nie mogą dorównać swoim koleżankom. (s. Klara)