Dom Dziecka Paulinka

Trudne i piękne doświadczenie

W te wakacje wraz z młodszą siostrą pojechałyśmy do Gdyni na wczaso-rekolekcje z "Integracyjną Grupą Caritas" pomagać ludziom niepełnosprawnym. Ludziom potrzebującym naszej pomocy i oczekującym na odrobinę życzliwości i tolerancji. Spędziliśmy z nimi 11 dni. Nie było nam łatwo. Szczególnie początki były bardzo trudne: kiedy każdy się poznawał, kiedy próbowałyśmy wzbudzić zaufanie i zapewnić poczucie bezpieczeństwa swojej podopiecznej. Wspólnie z Anią dostałyśmy pod opiekę 24-letnią niepełnosprawną Anię na wózku inwalidzkim. Trzeba było pomagać jej praktycznie we wszystkim, chociaż ona wiele rzeczy próbowała robić sama. Każdy dzień był do siebie podobny, ale z każdym dniem było łatwiej. Każdego ranka budziłyśmy ją, pomagałyśmy przy toalecie porannej, czesaniu. Pomagałyśmy jej jeść, szykowałyśmy odpowiednią porcję. Spędzałyśmy z nią cały dzień. Kiedy nasza podopieczna już spała mogłyśmy odetchnąć z ulgą, że kolejny dzień minął szczęśliwie. Dopiero późnym wieczorem miałyśmy czas dla siebie. Oprócz zajmowania się osobami niepełnosprawnymi każdego dnia czekało na nas wiele innych obowiązków. Pomagałyśmy w kuchni w przygotowaniu śniadania i kolacji, zmywaniu naczyń oraz przy dyżurze porządkowym.
Były chwile bardzo ciężkie, kiedy bałam się, że nie dam sobie rady. Najtrudniej było kąpać osobę niepełnosprawną na wózku pod prysznicem. Trzeba było bardzo uważać, żeby się nie przewrócić i nie upaść z nią. Przenosiłyśmy ją z wózka na krzesełko i tam wykonywałyśmy resztę czynności. Mimo ciężkiej pracy mieliśmy czas i okazję do wspólnego zwiedzenia rożnych ciekawych miejsc, czekały tam na nas ciekawe atrakcje. Byliśmy na koncercie zespołu "Perfect", w akwarium Gdyńskim oraz zwiedzaliśmy Gdańsk.
Chwilami nie było łatwo, było tak, że nie miało się siły, były też takie myśli, że jest za ciężko, że nie dam rady. Ale starałyśmy się o tym nie myśleć i próbować dalej. Odpowiedzialność za drugą osobę jest bardzo trudna, ale z wiarą, że może ci się udać, że jutro będzie dobrze, a przede wszystkim chęć niesienia pomocy innym sprawia, że jest ona łatwiejsza. "CARITAS" to miłość. A jeśli miłość to i chęć niesienia pomocy drugiej osobie, osobie która tego potrzebuje. Bez reszty poświęcenia się jej. Grupa nasza jest jak taka "duża rodzina". Tam na każdym można polegać, można liczyć na szczerą rozmowę i pomoc. Niepełnosprawni widząc, że jesteśmy gotowi im pomagać, nie odrzucamy ich, nie wyśmiewamy, traktujemy tak samo jak innych, na równi, szybko przywiązują się do nas i nam ufają. Jeśli ktoś się bardzo przywiąże do osoby niepełnosprawnej a ona jej zaufa jest nawet gotowa opowiedzieć, podzielić się z nią historią swojego życia.
Na takim wyjeździe z niepełnosprawnymi byłyśmy drugi raz, ale zapewniamy, że ten wyjazd nie był naszym ostatnim wyjazdem. Będziemy jeździć na kolejne, by nieść pomoc odrzuconym i niepełnosprawnym osobom, które tego potrzebują. (Agnieszka Świeczkowska)