Dom Dziecka Paulinka

"To nie przypadek..."

Od dawna marzyłam, aby zostać wolontariuszką, jednak zawsze wydawało mi się to niemożliwe, bo myślałam, że jestem za młoda, a przede wszystkim nie posiadam odpowiedniego doświadczenia. Moje marzenie, które wydawało się tak odległe, odłożyłam na bok. Pewnego razu kiedy rekolekcje, w których uczestniczyłam dobiegały końca czułam pewnego rodzaju "niedosyt". Nie wystarczało mi czytanie Pisma Świętego, modlitwy, śpiewy w określonej grupie. Wewnątrz mnie była chęć wyjścia naprzeciw ludzi potrzebujących. Podczas śniadania w domu rekolekcyjnym zwierzyłam się siostrze przełożonej z moich odczuć. Siostra Zosia uśmiechnęła się i ku mojemu zdziwieniu powiedziała, że zobaczy co da się zrobić. Już następnego dnia moje marzenie wydawało się bliższe spełnienia. Wiedziałam, że miejscem, w którym będę mogła pomagać jest dom dziecka prowadzony przez Siostry Sercanki we Włocławku, a wychowankami są dziewczynki w różnym wieku. Kiedy już znałam termin wyjazdu, zaczęły się wątpliwości czy na pewno sobie poradzę? czy to mnie nie przerośnie? i czy zostanę zaakceptowana przez dziewczynki? Kompletnie nie wiedziałam jak to będzie. Marzenie się spełniło! Do Włocławka po raz pierwszy przyjechałam z koleżanką Asią 17 lipca 2005 r. Gdy przekroczyłam próg zostałam bardzo serdecznie przywitana, po czym zapoznałam się ze wszystkimi. W "Paulince" spędziłam dwa tygodnie, opiekując się najmłodszą grupą. Mimo tak krótkiego czasu bardzo zżyłam się ze wszystkimi. W pamięci bardziej utkwiły mimo wszystko te miłe chwile. Nauczyłam się tutaj cierpliwości i otwierania się na potrzeby innych. Choć czasem było ciężko, to bardzo trudno było mi się rozstać z dziewczętami. Po powrocie do domu ciągle powracały do mnie wspomnienia. Jestem przekonana, że w życiu nie ma przypadków i tego, że dziś po raz kolejny jestem w "Paulince" w żaden sposób nie można nazwać przypadkiem. Mimo problemów finansowych i dalekiej drogi znowu Bóg pozwolił mi tu zawitać razem z Anią - moją koleżanką. Widocznie Bóg wypełnia swój plan i świadczy to o tym, że jestem tu po coś. Chociaż czasem przychodzi zmęczenie, nie poddaję się i staram się wypełniać powierzone mi zadania jak najlepiej, jednak może nie zawsze w pełni mi się to udaje. Jadąc to po raz drugi nie mogłam się doczekać chwili spotkania, kiedy wszystkich mocno uścisnę. Poznałam nowe dziewczynki, które od niedawna mieszkają w "Paulince". Wielkim zaszczytem, a zarazem niesamowitą radością było dla mnie uczestniczenie w balu przebierańców, na którym było poprostu wspaniale. Najbardziej lubię moment kiedy po kolacji idziemy z maluchami na wieczorną modlitwę do kapliczki. Jest to dla mnie bardzo poważna i ujmująca chwila. Wszyscy klękamy i wymieniamy za kogo chciałybyśmy się pomodlić. Chociaż dziewczynki są jeszcze małe to bardzo dojrzale do tego podchodzą. Każdego dnia uczę się tu czegoś nowego, czasem dostaję także wielkiego "kopniaka", który zmusza mnie do zastanowienia się nad sobą. Bardzo cieszę się, że mogę tu być i w taki sposób spędzić swoje ferie. Korzystając z okazji chciałabym podziękować przede wszystkim Bogu, który postawił na mojej drodze tak wspaniałych ludzi. Serdeczne podziękowania składam także siostrze Zosi, która pomogła w spełnieniu mojego marzenia; siostrze Halince, która przygarnęła nas pod swoje skrzydła i pozwoliła czerpać radość z pomocy innym; wszystkim siostrom z "Paulinki", które okazują nam wiele cierpliwości i serca; wszystkim wychowankom, które zaakceptowały mnie taką jaka jestem; wolontariuszom, którzy wtajemniczyli nas w życie wolontariatu oraz Asi i Ani, które będąc tu ze mną wspierały dobrym słowem.
Wszystkim składam wielkie BÓG ZAPŁAĆ! Szczęśliwa Kamila z Małaszewicz Dużych :)