Dom Dziecka Paulinka

Nic nie dzieje się bez przyczyny

W sierpniu 2006 roku odbywałam w Domu Dziecka „Paulinka” praktyki. Podczas ich trwania Siostra Dyrektor wspominała o wolnym etacie wychowawcy. Ja jednak nie myślałam o tym jako o propozycji dla mnie – byłam na studiach dziennych i nigdy tak naprawdę nie chciałam pracować z dziećmi a poza tym były chyba dwie kandydatki na to miejsce. Tak, więc nie myśląc o tym przychodziłam do dzieci z każdym dniem nieświadomie przywiązując się do nich co raz bardziej.
Któregoś dnia w jadalni Siostra po raz kolejny spytała mnie czy studiuje dziennie, czy zaocznie. Ja niewiele myśląc powiedziałam że dziennie, ale mogę być na zaocznych a czemu Siostra pyta? Okazało się ze Siostra rzeczywiście miała zamiar zatrudnić wychowawcę. Ale ja? nie to raczej nie jest możliwe-pomyślałam wtedy. Jednak, kiedy pojechałam do domu cały czas myślałam co by było gdyby…
Moje praktyki zbliżały się ku końcowi. Pozostało mi tylko pożegnać się ze wszystkimi mieszkankami i poprosić Siostrę Dyrektor o opinię o przebiegu moich praktyk. Tak też się stało – zostawiłam Siostrze dzienniczek do podpisu i umówiłam się że odbiorę go pod koniec tygodnia.
Jak wielkie było moje zdziwienie gdy przyjechałam po odbiór dzienniczka a Siostra ponowiła swoją propozycję. Jedna z kandydatek chętnych na to miejsce wyjechała do Irlandii a druga miała przyjść tego samego dnia. Tak więc Siostra obiecała, że zadzwoni do mnie nawet jeśli tamta kandydatka zostanie zatrudniona. Kiedy tego dnia wyszłam za mury Domu Dziecka miałam przysłowiowy mętlik w głowie. Była tylko jedna osoba, która wiedziała o propozycji złożonej mi przez Siostrę. Początkowo nie mówiłam nikomu żeby nie zapeszyć, ale potrzebowałam rady. Radę dostałam jedną – nie ma się nad czym zastanawiać. Dodatkowo nigdy nie zapomnę słów Siostry, która powiedziała mi, że nie znalazłam się tu przez przypadek i że nic nie dzieje się bez przyczyny. Właściwie mogę powiedzieć, że dopiero po usłyszeniu tych słów naprawdę zapragnęłam zostać w tym Domu i służyć tym dzieciom – bo uważam że wychowywanie jest swoistą służbą. Nie zapomniałam jednak o mającej przyjść kandydatce.
Słowami bardzo trudno mi będzie wyrazić to, co poczułam, kiedy wieczorem tego samego dnia przeczytałam sms-a od Siostry Dyrektor o następującej treści: "Etat wychowawcy w Domu Dziecka wolny przemyśl to i skontaktuj się". Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, ręce mi się trzęsły i przyznam się szczerze, że się popłakałam – były to łzy radości a jednocześnie niepewności. Nocy oczywiście nie przespałam cały czas myślałam. Wiedziałam już wtedy, że decyzja może być tylko jedna, jednak wiedziałam jak wiele zmieni ona w moim życiu i tego się obawiałam. Do tej pory miałam proste poukładanie życie – ta decyzja zmieniła wszystko – jednak nie żałuję, że ją podjęłam.
Dziś dziękuje Bogu za każdy dzień pracy z dziećmi w tym Domu. (Ewa Paluszewska)