Konkurs II - kwiecień 2007
Rozwiązanie konkursy „Przebaczyć….”
I – praca nr 6
II – praca nr 2
III – praca nr 4
Kolejny raz wychowanki "Paulinki" przystąpiły do konkursu literackiego. Podjęły bardzo trudne wyzwanie. To nie marzenia, nie przemyślenia, ale ich prawdziwe życie. "Przebaczyć - umiem, czy nie?" - ten temat dostarcza nam wielu wzruszeń.
Poniżej owoce ich pracy!
Bardzo prosimy o wybranie trzech najlepszych prac i przesłanie ich numerów (do końca kwietnia 2007) na nasz adres: dd-paulinka (at) o2.pl
Będziemy wdzięczne za każdy oddany głos.
Po zakończeniu konkursu przedstawimy autorki najlepszych prac.
Szczęść Boże!
s. Halina
W Domu Dziecka jestem już 8,5 roku. Mam rodzeństwo: brata, który ma 21 lat oraz siostrę 7-letnią, która jest w rodzinie zastępczej i niestety nie mam z nią żadnego kontaktu. Mój brat się usamodzielnił i tylko ja jako jedyna przebywam w Domu Dziecka. Moja mama nie żyje. Od jej śmierci minęło 6 lat. Jeśli chodzi o mojego tatę to nie wiem gdzie obecnie przebywa i szczerze mówiąc – nie interesuje mnie to. Po tym, co nam kiedyś zrobił, nie chcę go znać.
Kiedy byliśmy mali z rodzeństwem, to pamiętam jak mój tata zawsze wracał do domu pijany. Robił wtedy mojej mamie awantury. Bałam się go, gdy był pod wpływem alkoholu i wracał do domu nocą. Czasami bywało tak, że i ja od niego oberwałam. Mój tata ma ograniczone prawa rodzicielskie, z czego bardzo się cieszę, bo nie chcę go znać. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym mu spojrzeć w oczy. Uważam, że nie potrafiłabym mu przebaczyć.
Drodzy czytelnicy – jest to temat bardzo trudny dla wielu z nas i nie każdy potrafiłby odpowiedzieć na to pytanie. Mimo tego ja, po długim namyśle postanowiłam, że podejmę się tego wyzwania i spróbuję napisać w kilku zdaniach o tym, co mnie boli i o tym, co mam w sercu. Jeśli ktoś jednak nie zrozumie, to z góry przepraszam. A więc zacznę pisać na powyższy temat.
Gdy tak myślałam nad tym tematem, to nie wiedziałam co napisać. Mówiłam: „Ciociu nie potrafię napisać, nie umiem!” I doszłam do wniosku, że potrafię przebaczyć każdemu: cioci, siostrze, koleżance, nawet największemu wrogowi, ale „im” – moim rodzicom, nie potrafię przebaczyć tego, że teraz przez nich tak cierpię. Skoro wiedzieli, że nie poradzą sobie z utrzymaniem rodziny, to po co zdecydowali się na nas: na mnie i moje rodzeństwo? Nie potrafię im przebaczyć tego, że zostawili mnie i moją siostrę w Domu Dziecka, gdy byłyśmy takie małe: ja miałam 5 lat, a ona 6 lat. Nie potrafię im przebaczyć tego, że nie nauczyli mnie kochać, ani tego, że nigdy nie doznałam od nich miłości. Mogłabym tak pisać bez końca, ale i tak nikt nie zrozumie tego, co tak naprawdę czuję i tego, co mam głęboko w sercu. W chwili obecnej utrzymujemy wraz z siostrą kontakt telefoniczny z mamą, ale mimo tego, że rozmawiam z nią przez telefon , to i tak nie mogę jej powiedzieć tego, na co czeka każda matka, aby usłyszeć te słowa od córki bądź syna. Nie potrafię! Nie potrafię powiedzieć mamie: „Kocham Cię mamo”. Mimo tego, że codziennie proszę Pana Boga o to, aby dał mi siłę i miłość do mojej mamy, abym mogła jej powiedzieć: „Mamo KOCHAM CIĘ i przebaczam Ci wszystkie krzywdy jakich od Ciebie doznałam”. Bardzo bym chciała tak powiedzieć, lecz w chwili obecnej nie jestem na to gotowa i nie potrafię jej przebaczyć. Mam jednak wielką nadzieję, że z czasem to nastąpi. Dziękuję tym, którzy przeczytali to do końca.
To pytanie zajęło mi bardzo dużo czasu. Kilka tygodni zastanawiałam się nad tym. I w końcu doszłam do wniosku, że nie potrafię. Nie potrafię przebaczyć mojemu tacie. Innym osobom, z którymi się pokłócę – potrafię przebaczyć, ale jemu nie. Wiem, że w Ewangelii jest napisane, że: „Przebaczać powinniśmy nie 7 lecz 77 razy”. Ale ja po prostu nie potrafię. Nie potrafię mu wybaczyć tego, że zostawił mnie i moją siostrę, gdy byłyśmy małe. Na dzień dzisiejszy nie potrafiłabym mu spojrzeć w oczy dlatego, że on wypierał się w sądzie, że nie jest naszym ojcem. Z tego powodu miałyśmy robione badania na ustalenie ojcostwa.
Niedawno spytałam mamę, co z tatą, a ona mi powiedziała, że: „to wielki cham i nie warto się nim interesować, bo…” (i opowiedziała mi całą historię jak było…, że nic go nie interesowało, nawet jak płakałyśmy i byłyśmy kłute w przychodni, aby ustalono ojcostwo). To od niej wszystko wiem o ojcu. Nie tak dawno wraz z siostrą odwiedziłam mamę, a przy okazji wybrałyśmy się w odwiedziny do brata. Będąc tam mój brat zadał mi pytanie: „Czy chciałabym iść odwiedzić i poznać tatę.” Mówił, że to niedaleko, bo tylko 15 minut drogi. Ja mu odpowiedziałam, że: „Nie, bo nie jestem gotowa spojrzeć mu w oczy i wybaczyć wszystkie krzywdy jakie zrobił mi i siostrze”. Brat spojrzał tylko na mnie szeroko otwartymi oczami i nic nie powiedział. On nie ma się czym przejmować, bo to nie jego ojciec tak zostawił, tylko nas ( brat jest po innym ojcu). Życie bez ojca nie jest takie złe. Teraz przebywam w Domu Dziecka i nie odczuwam jego braku. Być może, gdybym była w domu rodzinnym, to odczuwałabym jego brak. Chociaż czasem mi głupio, że nie mam ojca; szczególnie wtedy, gdy każdy opowiada: „A mój tata to…”. Ja nic nie mogę na ten temat powiedzieć. Chociaż może i dobrze, bo jeśli miałabym wracać do przeszłości wiązałoby się to z odczuwaniem bólu, strachu i cierpienia od początku. Na dzień dzisiejszy nie mogę przebaczyć ojcu, bo za bardzo mnie zranił. I nie tylko mnie – również moją młodszą siostrę i mamę, która jest chora, a jego przy niej nie ma. I to się nazywa ojciec???
Witam was Kochani Internauci! Nie wiem czy wiecie jak bardzo trudny jest dla mnie ten temat. Mam wielki problem z moją mamą, która zrobiła mi krzywdę. Gdy zaczęła pić, ja byłam jeszcze mała (miałam 2 lub 3 latka). Wtedy już prowadzała mnie po „melinach”. Chodziłam z nią do jej kolegów, koleżanek, aby mogła zaspokoić swoje pragnienia alkoholem. Gdy jej przyjaciele zabierali mnie do sklepu i kupowali różne smakołyki, a nawet dawali parę groszy, to mi się to podobało. Ale wtedy byłam jeszcze mała i głupia. W wieku 7-8 lat zaczęło mnie to nudzić i źle się czułam w tym towarzystwie ,a poza tym od tych ludzi uderzał nieprzyjemny zapach- czuć było wino i wódkę. Wtedy dopiero zaczęłam rozumieć, że moja mama jest uzależniona od alkoholu, że jest chora.
Któregoś dnia poszłam z ciocią do lekarza na pobranie krwi itd. Okazało się, że jestem chora na cukrzycę i za parę godzin musiałam pojechać do szpitala, ponieważ miałam wysoki poziom cukru we krwi. Objawy mojej choroby były następujące: chodziłam smutna, przygnębiona, ważyłam 20 kg i nie byłam już tak pogodna jak kiedyś. Kiedy mama się o tym dowiedziała, zaczęła płakać; tylko, że to nie ona płakała, lecz wyręczała ją wódka. Jej pierwsze odwiedziny były trzeźwe, drugie i trzecie także – czułam się wtedy jak w raju. Po paru dniach mama zaczęła się uczyć o mojej chorobie: zapisywała notatki, robiła zastrzyki. Gdy zbliżały się Święta Bożego Narodzenia bardzo chciałam iść do domu, aby ten piękny czas spędzić z mamą. Jednak panie pielęgniarki i pani dyrektor nie wyraziły zgody. Wtedy powiedziałam mamie, aby zabrała mnie do domu, bo jeśli tego nie zrobi, to ucieknę. Mama zgodziła się, jednak przyszła po mnie pijana. Gdy uciekłam ze szpitala to byłam u takiego pana. Mój wujek powiedział policjantom gdzie przebywam. Byłam na niego zła, lecz z czasem dotarło do mnie, że dobrze zrobił. I właśnie dzięki niemu żyję i piszę do was Kochani. Później wróciłam do szpitala. Mamie zabroniono wchodzić do sali, w której leżałam. Stała za drzwiami. Było mi z tego powodu bardzo przykro. Po tygodniu przewieziono mnie do szpitala w Radziejowie, gdzie byłam kilka dni. Poznałam tam bardzo życzliwych ludzi. W mojej sali leżała taka fajna dziewczynka, do której przyjeżdżała mama oraz rodzina. Byli to bardzo mili ludzie, którzy pomogli mi, za co serdecznie im dziękuję. Poznałam jeszcze pewną panią, która również pomogła mi dodając otuchy. W szpitalu była też dziewczynka, która miała chore oczko, jej mama także mi pomogła. A gdy przyszedł czas wyjazdu do Domu Dziecka, czyli tutaj skąd do was piszę, nie byłam zadowolona. Początki były trudne, ale dało się wytrzymać. Moja mama przychodziła do mnie przez 2 miesiące trzeźwa, rozmawiała ze mną i było cudownie. Cieszyłam się z tego, ponieważ myślałam, że już nie będzie piła alkoholu, lecz moje myśli były próżne. Mama zaczęła pić i to coraz częściej. To, co zbudowała, zniszczyła jednym łykiem. Ale ja wierzę, że ona się nawróci i nie będzie piła tej trucizny. Nie wiem czy będę umiała jej przebaczyć. Teraz na pewno nie, ale kiedyś tak, ponieważ jest to moja mama, którą kocham i oddałabym za nią wszystko, nawet życie. Dziękuję, że odwiedzacie naszą stronę.
Na to pytanie można odpowiedzieć krótko i na temat – tak lub nie. Ja swoje zdanie na powyższy temat przeleję na małą kartkę papieru. Dam przykład swój i mojej mamy. Przez kilka lat miałam żal do mamusi, że wolała alkohol niż własne dzieci. Wtedy nic, poza alkoholem, nie widziała. Z drugiej strony cieszę się, że oddała nas do Domu Dziecka. Mogła nas przecież zostawić w rodzinnym domu - wtedy byśmy się błąkali po ulicach, chodzili głodni, a także zaniedbani. Przed śmiercią mamy nie miałam takiego toku myślenia. Dużo spraw zrozumiałam po takim przeżyciu. Wcześniej nie umiałam przebaczyć tego, że trafiłam do placówki. Nie chciałam mamy znać, ani mieć z nią nic wspólnego. Czułam do niej nienawiść, gniew, żal. Dzisiaj takich uczuć już nie mam. W dniu dzisiejszym mogę z uśmiechem na twarzy powiedzieć: „TAK mamusiu, przebaczam Ci”.
Są w moim życiu osoby, które mnie bardzo zraniły: tata, mama, babcia. Tata największą ranę w moim sercu pozostawił tym, że nie interesował się mną, ponieważ cały czas pił. Alkohol był dla niego wszystkim. Potrafił zrezygnować ze wszystkiego, aby tylko mieć co pić! Zawsze byłam sama. Nie było go, kiedy było mi źle, kiedy płakałam po nocach, chcąc, by ktoś ze mną został. Wolał wtedy wyjść, żeby nie patrzeć na mnie i wrócić za parę dni. Babcia (mojego taty mama) nienawidzi mnie do tej pory. Zastanawiam się dlaczego. Wiadomo, że nie byłam święta (a kto jest?). Ja też mam „coś pod skórą” – jak to się potocznie mówi, ale starałam się. Dla babci zawsze byłam nikim. Wbijała mi ciągle do głowy, że jestem nic nie warta, że się mnie wstydzi, że jestem najgorsza i nie ma tu dla mnie życia. Miałam mętlik w głowie. Bywały nawet takie dni, że zaczęłam wierzyć w te słowa, które na mój temat mówiła babcia. Nie miałam nic i nikogo, kto by mi pomógł i podniósł mnie na duchu. Zdarzało się też, że byłam strasznie bita przez babcię. Miałam dom, ale niestety nie mogłam w nim spać, jeść, ani się myć. Dużo myślałam, dlaczego moja własna rodzina tak się zachowuje. Do dziś nie mogę znaleźć odpowiedzi. Myślałam, że mogę chociaż polegać na mamie, ale się myliłam. To ona doprowadziła mnie do najgorszego stanu, w jakim się znalazłam. Dzięki niej staczałam się i niedługo stałabym się taką osobą, co mi każdy życzył. Robiłam najgorsze rzeczy jakie można sobie tylko wyobrazić, a mam dopiero 15 lat. Na pytanie – czy potrafiłabym wybaczyć komuś, kto mnie bardzo skrzywdził – odpowiedziałabym, że tak, ponieważ jestem osobą, która nie ma problemów z przebaczaniem i w mojej naturze jest, aby wybaczać ludziom ich złe postępowanie. Przecież nikt nie jest idealny.
