Miłość mego taty
Jedenaście lat temu mama wyjechała. Gdzie? Po co? Tego nie wiedziałam, tata powiedział, że mama niedługo wróci, bo pojechała do pracy. Miał rację, wróciła po dwóch, trzech miesiącach. I wtedy się zaczęło. Rodzice zaczęli się kłócić. Tata wciąż powtarzał, że jej miejsce jest w domu, przy dzieciach, ale ona nie chciała go słuchać. Po tygodniu znowu wyjechała. Moi bracia zbyt zajęci sobą nie zauważyli tego co ja: tata zaczął pić alkohol, zapomniał o nas i o całym świecie. Robiliśmy co chcieliśmy, dla niego liczyła się tylko „butelka”. Już wtedy czułam, że coś jest nie tak...
I tak minął cały rok. Mama nie wracała, a tata cały czas był załamany, nie jadł, tylko ciągle pił. Nienawidziłam go za to, nie mogłam patrzeć na niego, kiedy był pijany, to był koszmar. Któregoś dnia przyszło pismo z sądu, że ja i moi bracia mamy jechać do Pogotowia Opiekuńczego w Zielonej Górze. Dopiero wtedy ojciec otworzył oczy i zaczął zdawać sobie sprawę z tego do jakiego stanu się doprowadził, ale niestety wtedy było już za późno.
Tata postanowił odwieźć Rafała i Łukasza (tak mają na imię moi bracia) do Pogotowia Opiekuńczego. Pamiętam ten dzień, jak żaden inny, okropnie płakałam bo ja miałam zostać. Tata powiedział, że nikomu mnie nie odda i postanowił zawieźć mnie do babci. Gdy nadszedł dzień wyjazdu chłopców, tata zaopatrzył się we flaszkę i kieliszek i pojechał z nimi.
Po jakimś czasie mojego pobytu u babci policja dowiedziała się, gdzie mieszkam i babcia była zmuszona odwieźć mnie do Zielonej Góry. W Pogotowiu tata nie odwiedził nas ani razu, zadzwonił raz, po to żeby powiedzieć, że babcia zmarła...
Wtedy zrozumiałam, że zostaliśmy sami, babcia nie żyje, ojciec ma nas gdzieś. A matka? O niej zapomniałam, wiedziałam, że nie wróci.
W Pogotowiu w Zielonej Górze byłam rok, potem z Łukaszem trafiliśmy do domu dziecka w Sławie, gdzie ja byłam dwa lata. Teraz jestem w Domu Dziecka we Włocławku. Tutaj uświadomiłam sobie, że tata naprawdę nas kochał i kocha, tylko to że matka nas zostawiła, było dla niego strasznym ciosem. To było silniejsze od niego, obwiniał siebie o to, że ona nas zostawiła, ale to nie była jego wina, to ona nie dojrzała do tego żeby być matką.
Teraz dziękuję Bogu, że trafiłam do Domu Dziecka, dzięki temu rozumiem, że tata był jedyną osobą, która chciała nas na tym świecie, on nie chciał nas oddać, ale zrobił to dlatego, bo wiedział, że sam nie da rady wychować trójki dzieci. Dzięki tatusiowi mam szansę na normalne życie. Za to dziękuję mu z całego serca...
