Serdecznie witamy na naszej stronie :-)

Konkurs!
Nowy konkurs. Dzień Ojca był dla naszych dziewcząt okazją do refleksji - marzeń o Tacie. Zapraszamy do lektury :-)
Miłość mego taty
Jedenaście lat temu mama wyjechała. Gdzie? Po co? Tego nie wiedziałam, tata powiedział, że mama niedługo wróci, bo pojechała do pracy. Miał rację, wróciła po dwóch, trzech miesiącach. I wtedy się zaczęło. Rodzice zaczęli się kłócić. Tata wciąż powtarzał, że jej miejsce jest w domu, przy dzieciach, ale ona nie chciała go słuchać. Po tygodniu znowu wyjechała. Moi bracia zbyt zajęci sobą nie zauważyli tego co ja: tata zaczął pić alkohol, zapomniał o nas i o całym świecie. Robiliśmy co chcieliśmy, dla niego liczyła się tylko „butelka”. Już wtedy czułam, że coś jest nie tak...
I tak minął cały rok. Mama nie wracała, a tata cały czas był załamany, nie jadł, tylko ciągle pił. Nienawidziłam go za to, nie mogłam patrzeć na niego, kiedy był pijany, to był koszmar. Któregoś dnia przyszło pismo z sądu, że ja i moi bracia mamy jechać do Pogotowia Opiekuńczego w Zielonej Górze. Dopiero wtedy ojciec otworzył oczy i zaczął zdawać sobie sprawę z tego do jakiego stanu się doprowadził, ale niestety wtedy było już za późno.
Tata postanowił odwieźć Rafała i Łukasza (tak mają na imię moi bracia) do Pogotowia Opiekuńczego. Pamiętam ten dzień, jak żaden inny, okropnie płakałam bo ja miałam zostać. Tata powiedział, że nikomu mnie nie odda i postanowił zawieźć mnie do babci. Gdy nadszedł dzień wyjazdu chłopców, tata zaopatrzył się we flaszkę i kieliszek i pojechał z nimi.
Po jakimś czasie mojego pobytu u babci policja dowiedziała się, gdzie mieszkam i babcia była zmuszona odwieźć mnie do Zielonej Góry. W Pogotowiu tata nie odwiedził nas ani razu, zadzwonił raz, po to żeby powiedzieć, że babcia zmarła...
Wtedy zrozumiałam, że zostaliśmy sami, babcia nie żyje, ojciec ma nas gdzieś. A matka? O niej zapomniałam, wiedziałam, że nie wróci.
W Pogotowiu w Zielonej Górze byłam rok, potem z Łukaszem trafiliśmy do domu dziecka w Sławie, gdzie ja byłam dwa lata. Teraz jestem w Domu Dziecka we Włocławku. Tutaj uświadomiłam sobie, że tata naprawdę nas kochał i kocha, tylko to że matka nas zostawiła, było dla niego strasznym ciosem. To było silniejsze od niego, obwiniał siebie o to, że ona nas zostawiła, ale to nie była jego wina, to ona nie dojrzała do tego żeby być matką.
Teraz dziękuję Bogu, że trafiłam do Domu Dziecka, dzięki temu rozumiem, że tata był jedyną osobą, która chciała nas na tym świecie, on nie chciał nas oddać, ale zrobił to dlatego, bo wiedział, że sam nie da rady wychować trójki dzieci. Dzięki tatusiowi mam szansę na normalne życie. Za to dziękuję mu z całego serca...
I tak minął cały rok. Mama nie wracała, a tata cały czas był załamany, nie jadł, tylko ciągle pił. Nienawidziłam go za to, nie mogłam patrzeć na niego, kiedy był pijany, to był koszmar. Któregoś dnia przyszło pismo z sądu, że ja i moi bracia mamy jechać do Pogotowia Opiekuńczego w Zielonej Górze. Dopiero wtedy ojciec otworzył oczy i zaczął zdawać sobie sprawę z tego do jakiego stanu się doprowadził, ale niestety wtedy było już za późno.Tata postanowił odwieźć Rafała i Łukasza (tak mają na imię moi bracia) do Pogotowia Opiekuńczego. Pamiętam ten dzień, jak żaden inny, okropnie płakałam bo ja miałam zostać. Tata powiedział, że nikomu mnie nie odda i postanowił zawieźć mnie do babci. Gdy nadszedł dzień wyjazdu chłopców, tata zaopatrzył się we flaszkę i kieliszek i pojechał z nimi.
Po jakimś czasie mojego pobytu u babci policja dowiedziała się, gdzie mieszkam i babcia była zmuszona odwieźć mnie do Zielonej Góry. W Pogotowiu tata nie odwiedził nas ani razu, zadzwonił raz, po to żeby powiedzieć, że babcia zmarła...
Wtedy zrozumiałam, że zostaliśmy sami, babcia nie żyje, ojciec ma nas gdzieś. A matka? O niej zapomniałam, wiedziałam, że nie wróci.
W Pogotowiu w Zielonej Górze byłam rok, potem z Łukaszem trafiliśmy do domu dziecka w Sławie, gdzie ja byłam dwa lata. Teraz jestem w Domu Dziecka we Włocławku. Tutaj uświadomiłam sobie, że tata naprawdę nas kochał i kocha, tylko to że matka nas zostawiła, było dla niego strasznym ciosem. To było silniejsze od niego, obwiniał siebie o to, że ona nas zostawiła, ale to nie była jego wina, to ona nie dojrzała do tego żeby być matką.
Teraz dziękuję Bogu, że trafiłam do Domu Dziecka, dzięki temu rozumiem, że tata był jedyną osobą, która chciała nas na tym świecie, on nie chciał nas oddać, ale zrobił to dlatego, bo wiedział, że sam nie da rady wychować trójki dzieci. Dzięki tatusiowi mam szansę na normalne życie. Za to dziękuję mu z całego serca...
List do Mamy
Kochana Mamusiu! Proszę Cię bardzo z całego serca, abyś już nigdy nie piła, bo jak Ty pijesz, to moje życie zamienia się w piekło. Możesz pić nie za często, ani nie za dużo. Mamo, bardzo Cię proszę, żebyś nie myślała, że ja Ci to robię na złość. Ja to robię z miłości do Ciebie. Chociaż wiem, że i tak mnie nie posłuchasz. I tak zrobisz swoje. Proszę Cię byś raz mnie wysłuchała i spełniła moją prośbę.
Bardzo Cię o to proszę. Kocham Cię.
Twoja kochająca córka
Bardzo Cię o to proszę. Kocham Cię.
Twoja kochająca córka
Podziękowanie
Nasz Dom Dziecka „Paulinka” istnieje i funkcjonuje między innymi dzięki ofiarności tych, którzy mają otwarte serca na potrzeby innych. Wszystkim naszym OFIARODAWCOM składamy serdeczne podziękowania. Za naszych DOBRODZIEJÓW modlimy się nieustannie. W szczególny sposób dziękujemy za dar serca RAFAŁOWI, który podjął się współpracy z nami w tworzeniu tej strony i pomógł nam zaistnieć w sieci internetowej.Przyjaciel
Kim jest Ksiądz Radek dla naszego Domu Dziecka? Proste! Jest dobrodziejem, na którego zawsze i w każdej sytuacji można polegać. Odprawia u nas Msze Św., na które chętnie wszystkie dziewczyny przychodzą. Spowiada dziewczyny, pomaga i wspiera na duchu. Ja jestem jedną z dziewczyn będących zawsze na Mszy Św. oraz uczęszczam do spowiedzi do Księdza Radka. Również Ks. Radek, z dobrej woli, zawozi do szkoły niektóre dziewczyny. Myślę, że wszystkie dziewczyny polubiły naszego Księdza Radka jak ja, ponieważ nie tylko jest Księdzem czy dobrodziejem "Paulinki", ale również naszym PRZYJACIELEM. (Agnieszka)Jan Paweł II i dzieci
Cóż złego uczyniły te dzieci, że zasłużyły na takie cierpienia? Z ludzkiego punktu widzenia niełatwo, a może nawet nie sposób odpowiedzieć na to niepokojące pytanie. Tylko wiara pomaga nam wniknąć w tak głęboką otchłań cierpienia. Stając się „posłusznym aż do śmierci i to śmierci krzyżowej” (Flp 2, 8), Jezus przyjął na siebie ludzkie cierpienie i oświecił je jaśniejącym światłem zmartwychwstania. Swoją śmiercią na zawsze zwyciężył śmierć.(...)
(Jan Paweł II, Orędzie na Wielki Post 2004)
